poniedziałek, 23 lutego 2015

Z górki na pazurki

Pytanie, jakie obecnie najczęściej zadają mi znajomi, to "jaka jest ta Ankara?". No właśnie, jaka jest? Odpowiedzi mogłabym udzielić mnóstwo i wszystkie byłyby prawdziwe- ogromna, głośna, średnio czysta, kolorowa, bezpieczna... Ogólnie turecka stolica to trochę dziwne miasto, bo nie widać w niej takiego naturalnego procesu rozwoju od starego do nowego. Jest najstarsza dzielnica Ulus, potem jakby przepaść i od razu budynki, które można określić jako nowoczesne. Jednak w sumie trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy, bo wszystko staje się jasne, gdy przestudiuje się odrobinę historię miasta.

środa, 18 lutego 2015

W chuście czy bez?


Kraj muzułmański silnie kojarzy się z brodatymi mężczyznami oraz kobietami od stóp do głów okutanymi szczelnie w chusty. Czy tak jest w Turcji? Może gdzieś na głębokiej prowincji tak, ale w miastach na pewno nie. Owszem, na ulicy widać kobiety okrywające włosy chustą, ale nie jest to w żaden sposób wymagane i poza meczetem nigdzie nie zwraca się kobiecie uwagi, aby zakryła głowę. Tak więc mity na bok- pora przyjrzeć się faktom!

piątek, 13 lutego 2015

Nie zagram na tureckiej lirze

Dlaczego nie zagram na tureckiej lirze? No cóż, głównie dlatego, że nie gram na giełdzie. Ani nie zajmuję się handlem walutami lub innymi działaniami w tej branży. Turecka lira to bowiem nic innego jak nazwa waluty obowiązującej w Turcji oraz w Tureckiej Republice Północnego Cypru (uznawanej oczywiście tylko przez samą Turcję). Niestety, pomimo długich poszukiwań nie udało mi się ustalić, skąd wzięła się taka nazwa (i czy ma ona coś wspólnego z instrumentem strunowym będącym pierwszym skojarzeniem dla słowa "lira"). Ustaliłam natomiast, że jako waluta turecka lira łatwo nie miała

piątek, 6 lutego 2015

Jak na tureckim kazaniu

Tuż po przybyciu do Ankary obiecałam sobie, że wezmę się za naukę chociaż podstaw języka tureckiego. Jak na razie średnio mi to wychodzi, to znaczy "łapię" słowa i wrażenia używane przez moje otoczenie, ale o usystematyzowanej nauce nie ma mowy. A oto co udało mi się jak na razie odkryć w odniesieniu do języka tureckiego:

Po pierwsze- alfabet. W Turcji od czasu reformy Atatürka (o której pisałam tutaj) używa się alfabetu łacińskiego (hura!), ale żeby nie było tak całkiem łatwo, to ma on pewne "bonusy".

poniedziałek, 2 lutego 2015

Kawa czy herbata?

Kawa czy herbata? Co pije się w Turcji? No oczywiście, że kawę- zapewne takie będzie pierwsze skojarzenie. W końcu słynna "kawa po turecku" nie na darmo latami królowała na naszych stołach, zanim duża część z nas przestawiła się na wymyślne cappuccino, macchiato czy espresso. I rzeczywiście, kawa (kahve) jest tu całkiem popularnym napojem, choć nie ma ona zbyt wiele wspólnego z czymś na kształt brązowego błota serwowanym często u nas. W Turcji kawę zaparza się starannie, w specjalnych tygielkach, gotując przez dłuższy czas zmielone ziarna w małej ilości wody. Co ważne- gotując, ale nie pozwalając im wrzeć- aż nabiorą głębokiego aromatu. Siłą rzeczy taki napój nabiera też mocy, więc pije się go powoli, z mikroskopijnych filiżanek, najczęściej z cukrem. Natomiast- uwaga!- próba dodania mleka uważana jest niemal za zbrodnię.



Od prawej: tygielek do przygotowywania kawy i kawowa filiżanka
(po lewej dla porównania filiżanka o normalnym rozmiarze)