poniedziałek, 23 lutego 2015

Z górki na pazurki

Pytanie, jakie obecnie najczęściej zadają mi znajomi, to "jaka jest ta Ankara?". No właśnie, jaka jest? Odpowiedzi mogłabym udzielić mnóstwo i wszystkie byłyby prawdziwe- ogromna, głośna, średnio czysta, kolorowa, bezpieczna... Ogólnie turecka stolica to trochę dziwne miasto, bo nie widać w niej takiego naturalnego procesu rozwoju od starego do nowego. Jest najstarsza dzielnica Ulus, potem jakby przepaść i od razu budynki, które można określić jako nowoczesne. Jednak w sumie trudno się dziwić takiemu stanowi rzeczy, bo wszystko staje się jasne, gdy przestudiuje się odrobinę historię miasta. Do 1923 roku było to takie sobie miasteczko- co prawda z bogatą przeszłością datującą się od czasów ok. 1000 lat p.n.e., poprzez cesarstwo rzymskie, okres turków seldżuckich i imperium osmańskiego- jednak liczące sobie co najwyżej 35 tys. mieszkańców. Na przestrzeni dziejów zmieniało też wielokrotnie nazwę- istniało jako Ankuwasz, Ankyra, Enguriye, Angora i wreszcie Ankara. Jego los odmieniła decyzja Atatürka, aby właśnie tutaj przenieść turecką stolicę. Dlaczego to uczynił? Czasy były niespokojne, a Mustafa Kemal jako wybitny strateg uznałżłatwiej jest bronić stolicy ulokowanej w centrum kraju, w dodatku z dala od stambulskich ludzi i struktur, którym nie ufał. Siłą rzeczy po przeniesieniu stolicy kraju do Ankary miasto zaczęło bardzo gwałtownie się rozwijać- w 1927 roku żyło tu prawie 45 tys. ludzi, w 2007 roku Ankara miała ponad 4 miliony mieszkańców, a teraz mówi się już o co najmniej 5,5 milionach. Obecnie stolica zajmuje ok. 2500 km2 i nadal intensywnie się rozbudowuje. Początkowo jej głównymi dzielnicami były Ulus (stara część), Yenişehir (nowa część) i prestiżowa, pełna ambasad i siedzib ważnych instytucji Çankaya, jednak ta ostatnia jest już tak ogromna, że z kolei sama dzieli się na kilkanaście obszarów, z których główne to Kızılay (ścisłe centrum pełne sklepów i restauracji), Kavaklidere, Maltepe, Gaziosmanpaşa, Birlik Mahallesi i inne.   


Domy, domy, po horyzont domy...



... i wszędzie z górki albo pod górkę
Stare miesza się z nowym
Na horyzoncie całkiem romantyczne góry
A to Ulus- najstarsza część Ankary

Gwałtowna rozbudowa miasta ma swoje konsekwencje w jego ukształtowaniu. Dzielnice, które powstawały jako pierwsze, skupiły się na względnie płaskim terenie wokół wzgórza zamkowego. Jednak ponieważ miasto położone jest w kotlinie otoczonej pasmami górskimi (na wysokości około 980 m.n.p.m.), płaska przestrzeń szybko się skończyła i pod budowę zajmowano również kolejne i kolejne wzgórza. Skutek jest taki, że praktycznie wszędzie poza ścisłym centrum w Ankarze jest albo z górki albo pod górkę. I nie są to jakieś śmieszne pagóreczki, kąt nachylenia jest często naprawdę paskudny i boleśnie odczuwalny. Dlatego gdy patrzy się na odległości pomiędzy poszczególnymi punktami na planie miasta, trzeba koniecznie pamiętaćże nawet krótki dystans może okazać się morderczy, jeżeli cel wędrówki leży na którymś z bardziej stromych wzgórz. Po przymrozkach lub silniejszych opadach deszczu łatwo jest też niestety przejechać się "z górki na pazurki", bo ulice z reguły wyłożone są asfaltem zmieszanym z bardzo śliskimi kamyczkami. Poza tym czujnie omijać trzeba rwące potoki atakujące co kawałek. Natomiast to, co dzieje się tuż po intensywnych opadach śniegu, to już czysta walka o przetrwanie- samochody szukają mniej stromych objazdów a nieliczni piesi poruszają się ze skupieniem godnym linoskoczków (wiem coś o tym, bo od biura dzieli mnie 20 minut marszu przez cały czas z górki lub pod górkę, a mój dotychczasowy wynik to na razie dwa "złapane zające"). 


To auto w końcu się poddało i zjechało z górki tyłem

Aż się prosi o sanki....

Mieszkający na szczycie tych schodów muszą mieć niezłą kondycję!

Moja droga do pracy jest lepsza niż aerobik ;-)

Efekt uboczny budowania na wzgórzach jest też taki, że ciężko jest czasem określić, na którym piętrze coś się znajduje, bo grunt idzie pod skosem w stosunku do budynków. Tak jest chociażby w przypadku miejsca, gdzie obecnie mieszkam- niby wchodząc do windy naciskam -3 (tak, tak, minus trzy!), ale kiedy wchodzę do mieszkania, nadal jestem na pierwszym piętrze licząc od gruntu. Normalnie cuda!


Które piętro? Jak widać wszystko jest względne.
Wejście do tego budynku jest po prawej, na wysokości 3 piętra i tam właściwie jest parter... ale czy na pewno?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz