czwartek, 2 lipca 2015

Nie ma Turcji bez simitów

W ramach kontynuowania opowieści o tureckich gustach kulinarnych (poprzednie wpisy TUTAJ i TUTAJ) dzisiaj będzie o simitach, czyli rzeczy nierozerwalnie związanej z tym krajem. Jeśli rano obudzi was przeciągłe zawodzenie "simiiiiiit, simiiiiiiiiit", to już z całą pewnością wiecie, że znajdujecie się w Turcji!

No dobrze, cóż to takiego te simity? W pewnym uproszczeniu powiedzieć można, że simit to nic innego jak produkt piekarniczy podobny do naszego obwarzanka. Chrupiący, okrągły, najczęściej posypany sezamem, ale czasem dla odmiany również makiem lub słonecznikiem. Dla mnie na śniadanie nie ma nic lepszego niż taki poranny simit z masełkiem lub puszystym białym serem, mniam!




Simity kupić można w Turcji na każdym rogu i to w sensie zupełnie dosłownym. Miniaturowe stoiska zawalone górą obwarzanków stoją praktycznie wszędzie w centralnych dzielnicach, a ponieważ simity chętnie są kupowane w ramach przekąski, nie trzeba się obawiać o świeżość wypieków- zawartość budki znika na bieżąco i uzupełniana jest kilka razy dziennie. Cena takiej przyjemności to od pół do nawet półtora lira zależnie od miejsca, gdzie są sprzedawane i od pory dnia (późnym popołudniem jest taniej, bo sprzedawcy chcą się pozbyć towaru). Mało tego, istnieją specjalne kawiarnie, których menu składa się praktycznie wyłącznie z różnego rodzaju kanapek przygotowanych na bazie simitów i choć może dziwnie to zabrzmi, to pomimo niezbyt niskich cen (taka nieszczególnie duża kanapka z serem i warzywami to spokojnie od 4 do nawet 9 lirów) lokale te na brak klientów nie narzekają.































Jednak najciekawszą formą dystrybucji tego popularnego wypieku są panowie przemierzający tureckie ulice i dźwigający na głowach tace z całą górą starannie ułożonych wypieków. To własnie oni zachęcają do kupna przeciągłymi okrzykami, o których pisałam we wstępie. Kiedy ktoś chce kupić simita, panowie zdejmują tacę z głowy i rozkładają ją na małym przenośnym krzesełku, które także ze sobą noszą, a później znowu umieszczają ją na głowie na specjalnej okrągłej podkładce. Za każdym razem, gdy widzę takiego ulicznego sprzedawcę, nie mogę wyjść z podziwu, z jaką zwinnością przeciska się on ze swoim ładunkiem przez zatłoczone ulice i jakim cudem utrzymuje tacę na głowie.








A jak samemu zrobić simity? O na przykład tak:





1 komentarz:

  1. A więc tak to się nazywa :D w Mersinie pewien sprzedawca dał mi je za darmo w sumie nie wiem czemu, ale rzeczywiście są przepyszne, zwłaszcza na śniadanie :)

    OdpowiedzUsuń