czwartek, 6 sierpnia 2015

Prawdy i mity o tureckim ruchu drogowym

Mieszkam w Turcji już od kilku miesięcy, poruszam się głównie pieszo, ale spędziłam tutaj też kilka tysięcy kilometrów za kierownicą. Przyszła zatem pora na potwierdzenie lub rozwianie mitów związanych z tureckim ruchem drogowym. Jak to jest z tymi tureckimi kierowcami? Popatrzcie na moje osobiste zestawienie faktów i mitów ułożone na podstawie różnych twierdzeń wyczytanych w internecie.



Ruch drogowy w Turcji jest szalony i nie da się tu jeździć.
Mit. Owszem, jest chaotyczniej niż w Polsce, bo na przykład skręcanie w prawo czy w lewo odbywa się praktycznie z dowolnego pasa i bardzo częste są sytuacje, gdy ktoś nagle przecina nam drogę (w taki właśnie sposób o mało nie miałam stłuczki, ruszyłam na zielonym a facet będący z mojej lewej nagle postanowił ostro ruszyć i skręcić w prawo tuż przed moją maską). Bardzo dynamiczne jest również włączanie się do ruchu- zasadniczo po prostu się jedzie i już, niech się ten z tyłu martwi. Jednak tureckim mistrzom kierownicy i tak daleko jest do wyczynów np. gruzińskich drogowych dżygitów, zatem dla mnie turecki ruch drogowy jest ogólnie spoko.

W tureckich miastach panują straszliwe korki.
Prawda. Większe miasta jak Ankara czy Stambuł w godzinach szczytu (8-10 rano, 12-14 w południe i 17-19 wieczorem) zakorkowane są na amen, w pozostałych godzinach też nie jest łatwo. Problem częściowo rozwiązują obwodnice i szerokie jezdnie z wieloma pasami ruchu, ale oczywiście jest to tylko połowa sukcesu. No, ale jak ma być inaczej skoro w każdym samochodzie widzi się jedną, góra dwie osoby i wszyscy jadą do pracy lub na lunch mniej więcej w tym samym czasie? W wielomilionowym miastach konsekwencja może być tylko jedna- gigantyczne korki.


Witamy w Stambule- zapomnij, że się spieszysz

Popołudniowy korek w Ankarze


Turcy jeżdżą bardzo szybko. 
Prawda. Nie ma znaczenia, czy jest to w mieście, czy poza jego granicami- zasadniczo im szybciej, tym lepiej. Wyskakujący znienacka zza górki czy zakrętu samochód to zupełna normalka, więc trzeba być bardzo ostrożnym w każdej sytuacji. Doświadczyłam też "żyłki rajdowca" w wykonaniu tureckich kierowców- powszechną strategią jest wyprzedzanie dla samej przyjemności bycia pierwszym (czyli znienawidzony przeze mnie manewr "wyprzedzić i zwolnić").

Pieszy nie ma zbyt wielu praw.
Prawda. Nawet przy zielonym świetle warto sprawdzić, czy nie nadjeżdża jakieś auto (szczególnie, gdy samochody skręcają z prostopadłej ulicy, bo wtedy na pewno się nie zatrzymają). Tam, gdzie nie ma świateł, strategia przechodzenia przez ulicę jest jedna- używać przejścia dla pieszych, ale nie czekać na cud tylko lawirować między autami. Czekanie aż samochody się zatrzymają jest w większości przypadków skazane na porażkę.



Moje ulubione zegary przy światłach drogowych

Drogi w Turcji są okropnej jakości.
Mit. Tureckie drogi są niesamowite. Przez dużą część kraju prowadzi coś w rodzaju naszych dróg ekspresowych, z dwoma pasami jazdy w każdą stronę, po której jedzie się po prostu bosko, choć można wpaść w depresję z powodu monotonnego widoku za oknem. Drogi te są bezpłatne, jest tylko kilka płatnych autostrad w okolicach Izmiru i na trasie Ankara-Stambuł. Oczywiście drogi lokalne również istnieją i ich jakość bywa różna, jednak z reguły na dalsze odległości człowiek porusza się właśnie tymi wypasionymi ekspresówkami.


... i tak po horyzont


.... a tu widok trzy godziny później...

Turcy strasznie często trąbią i nie używają kierunkowskazów.
Prawda. Trąbienie zastępuje tu chyba wszystko- od "rusz się!" po "uwaga, teraz ja!" i z reguły nie ma w nim nic obraźliwego. Trąbi się pokonując wzniesienie na osiedlu, żeby ktoś jadący z bocznej uliczki nagle nam nie wyskoczył przed maskę. Trąbi się, gdy kierowca przed nami o ułamek sekundy za późno rusza spod świateł. Trąbi się na pieszych, którzy często idą niezależnie od koloru świateł. Trąbią też taksówkarze, próbując zwrócić uwagę potencjalnych klientów. Natomiast kierunkowskazy są dla cieniasów- prawdziwy turecki kierowca ich nie używa, bo przecież on wie, dokąd jedzie, a inni tego wiedzieć nie muszą! Dla cieniasów są również pasy bezpieczeństwa, a pozwalanie dziecku siedzieć na przednim fotelu lub nawet na kolanach kierowcy to dosyć popularna praktyka.

Kobiety w Turcji nie mogą prowadzić samochodu.
Mit. Kobiety bardzo często siedzą tu za kółkiem prywatnych aut. Czasem tylko dziwnie to wygląda, gdy taka pani owinięta jest szczelnie chustą i nawet zastanawiałam się, czy nie ma ona przypadkiem ograniczonego pola widzenia, bo sprawia to trochę niebezpieczne wrażenie.

Paliwo i samochody są w Turcji strasznie drogie.
Prawda. Przyczyną tak wysokich cen są duże podatki właśnie na paliwo czy samochody. Litr paliwa to około 7-8 zł (zależnie od rodzaju i stacji benzynowej).


Na takie widok aż boli kieszeń (ceny w tureckich lirach, na złote trzeba przemnożyć razy ok. 1,8)

A na koniec jeszcze dwie ciekawostki związane z tureckim ruchem drogowym. Po pierwsze, ulubionym kolorem jeśli chodzi o samochody jest tu biały, ponad 60% tureckich aut ma właśnie ten kolor. Pytałam kolegów, dlaczego tak jest i okazało się, że przeważają względy praktyczne- takie samochody są tańsze przy zakupie i łatwiej w razie czego dobrać później odpowiedni lakier.

Białe jest piękne
Tak, zdecydowanie białe jest piękne.

Po drugie, tureckie tablice rejestracyjne nie mają ujednoliconego kroju liter, można spotkać wiele ich odmian. Region, w którym zarejestrowane jest dane auto, oznaczony jest cyfrą z przodu, a kolejność regionów jest alfabetyczna- i tak na przykład 01 to Adana, 06 to Ankara, a Stambuł oznaczony jest numerem 34.


Przykładowa rejestracja z Ankary




22 na rejestracji to Edirne


3 komentarze:

  1. ach, ta azjatycka kultura na drodze :D od Chińczyków trochę się jednak różnią - u nas się jeździ powoli, w miastach około 30 km/h to norma. Autostrady mamy wypasione, ale wszystkie płatne (i dość drogie), a drogi tzw. lokalne to się ewentualnie dla piechurów nadają, pod warunkiem, że nie ma deszczu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo, a teraz to mnie zaskoczylas, myslalam ze wlasnie Chiny beda przykladem drogowego chaosu, a tu taka niespodzianka!

      Usuń
  2. Z tymi korkami to najprawdziwsza prawda. Z Büyükçekmece do centrum Stambułu jest ok. 60 kilometrów. Wyjechaliśmy w niedzielę ok. 7 rano i po ok. 50 - 60 minutach jazdy już byliśmy pod Wieżą Galata. Natomiast w poniedziałek wyjechaliśmy ok. 8:40 i przejechanie tej samej trasy zajęło nam dobre 2 i pół godziny. W Ankarze było trochę lepiej. A mnie drogi w Turcji również zaskoczyły. W okolicach Kapadocji jechaliśmy autostradą i cały czas gładka droga, która została oddana do użytku kilka lat temu, u nas pewnie już dawno byłyby wybrzuszenia. A przejeżdżaliśmy przez 14 dość długich tuneli wybudowanych we "wnętrzu" gór. Jestem ciekaw, ile w Polsce zajęłoby wybudowanie takich tuneli...

    OdpowiedzUsuń