czwartek, 11 sierpnia 2016

Turcja / Polska - mój kraj idealny





Dzisiejszy wpis powstał w ramach "Projektu nad projektami" Klubu Polki na Obczyźnie, o którym więcej poczytać możecie TUTAJ.







Myślę, że każdy, kto kiedyś żył podróżując między dwoma krajami, zaczął w pewnym momencie odczuwać, że w którym kraju by nie był, brakuje mu pewnych rzeczy z tego drugiego. Ja też tak mam. Jestem w Turcji- tęsknię za Polską, jestem w Polsce- brakuje mi pewnych rzeczy z Turcji... i tak w kółko.... A gdyby tak móc stworzyć kraj idealny? A właściwie dwa kraje idealne, bo przenieść pewne rzeczy z Turcji do Polski, a z Polski do Turcji i mieć dzięki temu wszędzie to, czego potrzebuję i za czym tęsknię? Jak wyglądałaby taka lista?


Co przeniosłabym z  Turcji do Polski?

- uprzejmość - wiele razy zdarzyło się, że widząc nas pochylonych nad mapą tubylcy zupełnie bezinteresownie sami oferowali się pomóc, a takie na przykład ustępowanie miejsca w autobusie osobom starszym to w Turcji standard- gdzie się to podziało u nas?

- jedzenie: kumpir - bezwzględnie żądam w Polsce budek z kumpirami, czyli przepysznymi zapiekanymi ziemniakami!!!! (więcej TUTAJ)

- autostrady - 500 km prowadzenia samochodu po Turcji zmęczyło mnie mniej niż czasem 200 km w Polsce. Dlaczego? Bo Turcja pokryta jest wygodną siatką autostrad i dróg szybkiego ruchu pozwalających przemieszczać się szybko i skutecznie nawet na bardzo duże odległości.

- autobusy dalekobieżne i superszybkie pociągi - tak komfortowego podróżowania jak w Turcji nie doświadczyłam jeszcze nigdy (więcej TUTAJ i TUTAJ) ! Bardzo bym chciała, aby po naszych drogach też mknęły takie superwygodne autobusy pozwalające na prawdziwy odpoczynek w trakcie jazdy!

- nieskończoną ilość starożytnych miast i osad do zwiedzania - taaaaaak, to tygrysy lubią najbardziej! Jako zagorzała fanka starożytności strasznie zazdroszczę Turkom niezliczonych śladów po dawnych cywilizacjach (na przykład TAKICH) i żądam przeniesienia ich do mojego kraju idealnego!

- dumę narodową - Turek nigdy nie będzie narzekał na swój kraj i co by się nie działo zawsze podkreśla z dumą, skąd pochodzi. Turcja jest najlepsza, najpierwsza, najwspanialsza na świecie i koniec, a flaga narodowa dumnie powiewa na oknach, samochodach i wszędzie, gdzie to możliwe. Chętnie zamieniłabym nasze wieczne narzekanie na właśnie taką postawę. 

- sieć sklepów Waikiki - ... no dobra, przyznam się, zakochałam się w tej sieciówce, bo nie dosyć, że oferuje krajowe (a nie chińskie!) ubrania całkiem niezłej jakości i po odpowiednich do tej jakości cenach, to jeszcze nigdy nie miałam tam problemu z dobraniem rozmiaru, a w Polsce mam z tym wieczny problem.


Symbole narodowe wiszą wszędzie bez żadnej specjalnej okazji



Tureckie drogi są fantastyczne, ale monotonny krajobraz ciągnący się setki kilometrów
potrafi doprowadzić do depresji









































A co przeniosłabym z Polski do Turcji?


- jedzenie: ziemniaki i kabanosy - Turcy wszystko jedzą z chlebem, ewentualnie kaszą lub ryżem. Ziemniaki pojawiają się głównie w postaci frytek, co strasznie mi nie pasuje, więc do tureckiego menu koniecznie wprowadziłabym normalne gotowane ziemniaki. No i moje ulubione kabanosy (z przyczyn oczywistych na tureckich stołach nieobecne), które przy każdej okazji sprowadzałam z Polski.

- nawyki korzystania z koszy na śmieci - uhh, to temat-rzeka (więcej TUTAJ)! stosy śmieci walające się na tureckich ulicach przyprawiały mnie o drgawki i chętnie wysłałabym tubylców na porządny kurs pt. jak trafiać śmieciami do kosza!

- zachowanie na drodze - tureccy kierowcy uwielbiają się ścigać, trąbić, jeździć szybko i ignorować pieszych, więc przez pasy trzeba się dosłowne przedzierać. Zdecydowanie przydałoby się uporządkowanie tego chaosu!

- mówienie wprost, o co chodzi - bardzo często rozmowa z Turkiem daje wrażenie konwersacji rodem z domu wariatów. Oni nie powiedzą wprost, że czegoś nie chcą zrobić, coś jest źle lub coś im się nie podoba, tylko owijają wszystko w taki tysiąc słodkich słówek, że człowiek głupieje. To samo jest ze wstępami do wszelkiego rodzaju poważnych ustaleń, nie da się niczego wyrazić wprost, tylko przechodzi się cały ceremoniał gadania bzdetów zanim ktoś w końcu przejdzie do sedna (albo i nie). Grrr, nie cierpię tego, bo zdecydowanie wolę jasne i klarowne przekazy.

- punktualność - to kolejny temat-rzeka. Półgodzinne spóźnienia do pracy, w nieskończoność przeciągane posiłki, mówienie przez telefon "już dojeżdżam, już zaraz będę" w sytuacji, gdy nawet się jeszcze nie wyszło z domu, ignorowanie i przeciąganie wszelkich możliwych terminów, przychodzenie na lotnisko "na styk".... mogę wymieniać tak długo.... wszystkie te zachowania są typowe dla Turków, ale w moim kraju idealnym na pewno zostałyby wytępione.

- lasy - spalone słońcem, łyse, brązowożółte stepy ciągnące się po horyzont- takie tureckie krajobrazy potrafią wpędzić w depresję, co odczułam na własnej skórze podróżując setki kilometrów autem. Było to dla mnie tym boleśniejsze, że pochodzę z wyjątkowo zielonej części Polski. Dlatego lasy muszą być !!!

- muzykę inną niż turecka - słuchaliście kiedyś tureckiego radia? oszaleć można, bo dostępne są w nim prawie wyłącznie lokalne przeboje będące muzyką wyjątkowo ciężkostrawną (przynajmniej dla moich uszu). Zdarzyło mi się już jechać 700km w kompletnej ciszy, bo z dwojga złego wolałam to niż posępne zawodzenie tureckich gwiazd.... dlatego muzykę zdecydowanie przeniosłabym z Polski!




2 komentarze:

  1. Fajny tekst, zszokowalo mnie najbardziej to, jakie w Turcji sa drogi, ale to chyba przez to, ze jeszcze tego kraju nie odwiedzilam i czesto patrze na niego przez pryzmat Armenii i Gruzji, jako sasiadow Turcji. Co do tej dumy narodowej, tez mnie to na poczatku oczarowalo, ale po 2 latach zwiazku z Turkiem mam juz troche tego dosc, zwlaszcza,ze oboje lubimy dyskusje na tematy polityczne i spoleczne, a ze moj chlopak jest Turkiem z krwii i kosci, ale przy kazdej okazji korzystajacym z wolnosci jaka mu daje bulgarski paszport ( aktualnie pracujacym poza Turcja, za dobre pieniadze tylko dzieki temu paszportowi), to ta jego duma i brak krytyki, troche mnie irytuje, bo wiem, ze jego zycie nie jest na 100 % tureckie, a inni Turcy, ktorych poznalam, nie cieszacy sie tyloma przywilejami potrafia od czasu do czasu szczerze powiedziec co im lezy na watrobie, chociaz tez nie wszyscy, niektorzy nie dostrzegaja swojej hipokryzji wciaz uwazaja, ze Turcja naj i potrafia sie klocic godzinami, chociaz sami od x lat pracuja za granica, w tureckim misz-masz markecie na rogu kupuja lody magnum lub makaron na lasagne, na cudowny ayran nawet nie spojrza, a zapytani kiedy wracaja do siebie tylko slodko odpowiadaja, ze jeszcze nie wiedza. Polacy moze i duzo narzekaja, czesto dla samego narzekania, bo robic coz tym nie maja zamiaru, ale otwarcie mowia, ze sa tu gdzie sa, bo np. nie chialo sie mu/jej 20 lat kredytu mieszkaniowego splacac, a nie mydlom oczu, ze to tak tylko dla rozrywki wyjechali, nie za potrzeba i lepszym standardem pracy/zycia, bo przeciez w ich kraju tego dla kazdego jest na peczki i wiecej dobrobytu niz w El Dorado. Mam wrazenie, ze przez ta dume tez sami duzo traca, zwlaszcza w stosunkach z innymi narodami, jak chociazby Ormianie, czy problemy z Cyprem, i zeby to tylko z nimi. Ta turecka muzyka w radiu ( i na telefonie mojego chlopaka :) ) to tez moim zdaniem nic innego, jak ta cala duma. :) Oh, no to sie wygadalam. :)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dajano, bardzo Ci dziękuję za taki obszerny i ciekawy komentarz. masz rację, że turecka duma narodowa czasami przybiera formy wręcz karykaturalne, ale mimo wszystko imponuje mi łatwość i bezpośredniość mówienia o sprawach patriotyzmu, bo w Polsce wiecznie się tylko na swój kraj narzeka. A do związku z Turkiem trzeba mieć na pewno wiele cierpliwości i wyrozumiałości, to nie są spokojni i delikatni faceci ;-) Pozdrawiam ciepło!

      Usuń