środa, 4 stycznia 2017

McDonalds kontra McKöfte


Post powstał w ramach "Projektu zimowego" Klubu Polki, podczas którego opowiadamy Wam o dziwnych i ciekawych zwyczajach kulinarnych z całego świata. W ostatnim wpisie Anna opowiadała o Wietnamie (klik), a już jutro Nika zaprosi Was do Francji (klik).


O zaskakującym tureckim jedzeniu pisałam już kilka razy- pamiętacie zapewne moją fascynację wątróbką ciğer, która zupełnie nie przypomina wątróbki (TUTAJ),  tureckim  faszerowanym ziemniakiem kumpir (TUTAJ) albo turecką pizzą pide (TUTAJ) czy szalonymi odmianami kebap (TUTAJ) popijanymi ayranem, czyli lokalną odmianą słonego jogurtu (TUTAJ). Pisałam też o tureckich słodkościach, takich jak lokum (TUTAJ), künefe (TUTAJ) i dondurma, czyli bardzo dziwnych lodach (TUTAJ).

Ale w Turcji fascynujące jest nie tylko, co się je, ale też gdzie i jak się to organizuje. Wiele razy stwierdziłam naocznie, że Turcy po prostu uwielbiają jeść. Ale z drugiej strony miastowi Turcy są wiecznie zajęci (nawet ci, którzy nigdzie nie pracują, i tak nieustająco są czymś zaaferowani i mają grafik dnia wypełniony po brzegi), a poza tym nie lubią ruszać się, jeśli nie muszą (co w wielkich miastach jest w sumie zrozumiałe, bo więcej czasu traci się czasem na dojazd niż na załatwienie sprawy). W związku z tym na poziom naprawdę wysoki wspięła się sztuka dowozu jedzenia do klienta. Praktycznie każda, nawet najmniejsza knajpa ma taką opcję, bo inaczej po prostu nie przetrwa na rynku. Zamówić można wszystko i o każdej porze- niezależnie, czy będzie to jedna kanapka, pięć kilo marynowanych śledzi, pojemniczek sałatki czy czterdzieści dwie porcje szaszłyka z różnymi dodatkami i ayranem- wszystko dojedzie pod wybrany przez nas adres zarówno w południe, jak i o północy. W dostarczonym zestawie będą też serwetki, plastikowe sztućce, kubeczki oraz obowiązkowo wilgotne jednorazowe chusteczki do przetarcia rąk i nie trzeba o nie prosić dodatkowo. Można zamawiać także ciasta, słodycze, a nawet owoce. Ha- nawet McDonalds czy KFC oferują zestawy z dowozem do domu!!! Rozwożeniem tego wszystkiego zajmują się z reguły młodzi chłopcy śmigający lotem błyskawicy na charakterystycznych skuterkach z wielkim bagażnikiem. Na takie skuterki strasznie trzeba uważać, bo potrafią wcisnąć się wszędzie, a chcąc ominąć korki nie zawahają się przed szybką jazdą chodnikiem czy środkiem bazaru. Bardzo zabawne jest obserwowanie biurowców w okolicach lunchu, kiedy taki strumyk podjeżdżających skuterków z jedzeniem wydaje się nie mieć końca, a urzędnicy zbiegają do recepcji, łapią swoje siatki i natychmiast znikają. Co ciekawe, taka opcja jest dużo popularniejsza niż np. jedzenie w biurowej kantynie, do której z reguły chodzą tylko wyjątkowi desperaci.



Bar sałatkowy na kołach w drodze do klientów


Niespodzianka- dowóz do domu gwarantują naprawdę wszyscy!

Jedzenie na skuterkach mknie po ulicach niezależnie od pogody


Zamówić można nie tylko lunch- ten piękny bukiet słodyczy właśnie dowieziono do biura



Inną fascynująca sprawą jest dla mnie popularność miejsc typu fast-food. Turcy przygotowują i podają jedzenie najczęściej w taki sposób, że aż się prosi powolne delektowanie się nim w gronie rodziny czy znajomych- wszystko wjeżdża na wielkich tacach lub w dużych misach i jest tak pokrojone, aby można się tym dzielić i dobierać sobie wszystkiego po trochu. Poza tym typowy posiłek składa się z kilku dań plus herbaty, kawy i deseru, zatem wydawałoby się, że głównie tradycyjne restauracje będą święciły tryumfy. A jednak na każdym rogu ulicy i w każdym centrum handlowym można spotkać fast-foody: stoiska z kebabami, köfte, szaszłykami, gorącą kukurydzą (która dla wygody często sprzedawana jest nie w kolbach, a w postaci kubeczka wypełnionego ziarnami), kumpirami, smażonymi rybkami w chlebie i czym tylko jeszcze człowiek zapragnie. I jak tu nie utyć przy tylu pokusach? Oprócz tego mamy też oczywiście fast-foody popularne na całym świecie, choć w czasem w nieco odmiennej wersji. Budki Burger Kinga, McDonaldsa,  i kilku innych tego typu producentów żywności (bo restauracjami tego przecież nie nazwę?) to widok, który w tureckich miastach spotkać je można czasem w bardzo zaskakujących miejscach i nietypowych wydaniach. Oczywiście wszystkie ich kanapki zawierają wyłącznie wołowinę lub kurczaka, żadnych dodatków wieprzowo-bekonowych się tam nie uświadczy. Czasami też w ramach uśmiechania się do lokalnego klienta mają w menu potrawy nazywane swojsko, jak na przykład "McKöfte" albo "McTurco" (serio!).



Fast-foody z tureckim jedzeniem to obowiązkowy punkt w każdej galerii handlowej


Jeden z zestawów


Budka z gotowaną kukurydzą sprzedawaną w kubeczkach i z łyżką

Tak, to okienko w ścianie to już cały McDonald's !

A co powiecie na to?

Za to Burger King w złocie i marmurach



Typowe menu z nietypowymi nazwami ;-)





Jeśli zainteresował Was nasz cykl, to linki do wszystkich wpisów w ramach "Projektu zimowego"  znajdziecie w Klubie Polki na Obczyźnie (klik). Serdecznie zapraszamy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz