środa, 15 lipca 2015

Ramazan w praktyce


Ramazan- turecki Ramadan, o którym pisałam TUTAJ- właśnie dobiega końca, jeszcze tylko dwa dni i rozpocznie się wielkie świętowanie. Tak, jak to obiecywałam wcześniej, postaram się teraz podzielić moimi obserwacjami z tego okresu, zarówno tymi negatywnymi, jak i pozytywnymi. Jak więc wygląda turecki Ramazan w praktyce?



Ci, którzy rzeczywiście przestrzegają zasad, chodzą nieprzytomni i śnięci. No ale jak ma być inaczej, skoro od pierwszego wezwania do modlitwy (godz. 03:30 w nocy) do zachodu słońca (godz. 20:30) nie można jeść i pić? Jedzenie to w sumie pół biedy, ale przy temperaturach grubo przekraczających 30 stopni brak możliwości napicia się przez 17 godzin jest po prostu straszny. (Tak przy okazji: w Pakistanie Ramazan zebrał w tym roku swoje straszne żniwo- wskutek kombinacji ekstremalnych upałów i odwodnienia zmarło kilkaset osób!). Dlatego mam szczerą nadzieję, że skoro do tej pory nie trafiłam, to już nie trafię na żadnego maksymalnie odwodnionego kierowcę czy pilota samolotu, bo nawet nie chcę myśleć, jakie to stwarza ogromne niebezpieczeństwo.

W czasie Ramazanu ciężko jest się wyspać. Kolacja tzw. iftar odbywa się tuż po 20:30 i trwa powiedzmy godzinę, czasem znacznie dłużej. Następnie przychodzi pora na sprzątanie po kolacji, ostatnią wieczorną modlitwę, kładzenie się spać... a o godzinie 2 w nocy przez osiedle przechodzi ekipa chłopaków walących w bębny i ogłaszających w ten sposób, że czas wstawać na poranny posiłek aby zdążyć przed wschodem słońca. Oczywiście budzą się nie tylko zainteresowani, ale zasadniczo wszyscy (wrrr!!!!!). Dla osób pracujących zawodowo taki rytm doby jest sporym wyzwaniem i nie dziwię się, że efektywność w pracy spada na łeb na szyję.


Ramazanowe pide czyli specjalne placki/chlebki


Gullac- ramazanowy mleczny deser

Gullac można zrobić samemu lub kupić gotowy





















I tu dochodzimy do kolejnego problemu- a mianowicie zachowania w pracy. Moje obserwacje to sprzedawczynie przysypiające za ladą, urzędnicy w ministerstwie zamykający drzwi i szukający każdego pretekstu aby odesłać petentów (przy czym nie ma żadnego znaczenie, czy dany urzędnik przestrzega postu czy nie, każdy pretekst jest dobry dla ogólnego lenistwa), dużo wcześniejsze wychodzenie lub późniejsze przychodzenie do pracy "bo jest Ramazan" oraz kelnerzy desperacko zachęcający do wizyty w prawie pustych lokalach (w których jednakże ciężko jest znaleźć wolny stolik natychmiast po zachodzie słońca). Za to panie zajmujące się parzeniem w biurach herbaty odsyłane są na ten okres do innych prac. 

Zauważyłam także, że nie wszyscy oficjalnie poszczący rzeczywiście przestrzegają zasad- na przykład jeden z moich kolegów co kilka dni twierdził, że czuje się źle i musi wziąć tabletki, a zatem na ten konkretny dzień post go nie obowiązuje (bo surowe zasady Ramazanu nie dotyczą m.in. chorych), z kolei inni twierdzili, że skoro dojeżdżają do pracy to znaczy że są w podróży i post ich w związku z tym nie dotyczy. 

Jeszcze jedna rzecz bardzo mocno mnie irytuje, a mianowicie ogromna komercjalizacja Ramazanu Każda firma i każdy sklep próbują dodatkowo zarobić oferując ramazanowe bonusy i specjalne promocje. Mocno mi to przypomina nasz okres bożonarodzeniowy, w którym handel i usługi robią co mogą aby wyciągnąć pieniądze od klientów pod płaszczykiem "tego specjalnego okresu w roku".



Witaj Ramazanie (i zapraszamy do naszego sklepu)


Promocja na ramazanowe paczki spożywcze



Kolejna promocja

Ramazanowa reklama linii lotniczych



Czas teraz na obserwacje pozytywne. Hm. Chyba mało ich będzie. Właściwie to w ogóle ich nie będzie, może dlatego, że tradycja ramazanowego postu nie wynika ze znanej mi kultury i nie jest podparta moją wiarą. Zakładam, że osoby wychowane w klimacie islamu odczuwają wagę tego okresu i w jakiś sposób przestrzeganie zasad Ramazanu je duchowo wzbogaca, natomiast ja nie spotkałam się z żadną bezpośrednią pozytywną konsekwencją tego okresu. Ale już tylko dwa dni, a zaraz potem nastąpi wielkie świętowanie, które mam nadzieję będzie bardzo interesującym przeżyciem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz