czwartek, 30 lipca 2015

Tour de Kapadocja cz. 2- Pod ziemią i nad ziemią

W pierwszej części mojego wpisu o Kapadocji (TUTAJ) wspominałam o tym, jak różnorodne atrakcje ten region oferuje. Dzisiaj przyszedł czas na opowieść o kamiennych miastach.







Jak już wcześniej pisałam, skały Kapadocji to przede wszystkim miękkie tufy, wręcz idealnie nadające się do drążenia w nich wszelkiego rodzaju dziur i jaskiń. Zostało to oczywiście maksymalnie wykorzystane- region ten słynie z mnóstwa podziemnych i naziemnych miast, których naturalną bazą są właśnie jamy wydrążone w skałach. W naszej podróży zaczęliśmy od miast podziemnych- lejący się z nieba żar skutecznie zniechęcał do biegania po otwartej przestrzeni, a jak wiadomo w podziemnych miastach zawsze panuje przyjemny chłodek. Na pierwszy ogień poszło Kaymaklı, w którym podziemne jaskinie ciągną się cztery poziomy w dół, a dostęp do nich umożliwiają wąskie i strome podziemne korytarze prowadzące do poszczególnych pomieszczeń. Część z nich pochodzi z czasów sięgających nawet VII w p.n.e. i była stopniowo rozbudowywana w miarę kolejnych potrzeb- głównym celem była ochrona miejscowej ludności przed różnego rodzaju najeźdźcami. Wrażenie jest niesamowite, choć nieco klaustrofobiczne, bo poruszać się trzeba bardzo wąskimi przejściami prowadzącymi do niezbyt przestronnych komór. Zaskakująco dobrze działa za to system wentylacji. Niestety potężna ilość turystów kłębiąca się w wąskich tunelach sprawia, że chwilami idzie się "gęsiego" i nie można tak całkiem wczuć się w klimat tego miejsca. Samo wejście do podziemnego miasta obrosło zaś sporą ilością bazarowych stanowisk z wszelkiego rodzaju gadżetami i standardowym pułapkami na turystów.



Labirynt wąskich korytarzy i niewielkich komnat

Te schody mają co najmniej kilkanaście setek lat

Jedna ze spiżarni

Pułapki na turystów

Drugim podziemnym miastem odwiedzonym przez nas było Derinkuyu, które swoim rozmiarem znacznie przewyższa Kaymaklı. Mogło tutaj mieszkać nawet do 20.000 ludzi, a wydrążone jaskinie były na tyle duże, że mieściły take stajnie dla bydła, warsztaty i spiżarnie, winiarnie, szkołę oraz kościół. Komory są tutaj znacznie przestronniejsze, ale za to schodzi się dużo głębiej w dol niż w poprzedniej miejscowości. Każdy z poziomów oddzielony był od innych ogromnym 500-kilowym kamiennym głazem w kształcie wielkiego koła, które w razie potrzeby można było zasunąć i dzięki temu zablokować dostęp do części kompleksu. Po wyjściu z podziemi warto jest przejść się wśród pobliskich straganów i knajpek, gdzie miedzy innymi serwowane są pyszne lokalne gözleme (coś jak nasze naleśniki) z różnym nadzieniem. Można także rzucić okiem na dawny grecki kościół, który obecnie znajduje się niestety w opłakanym stanie.

Całe szczęście, że jest oświetlenie!

Ogromne kamiennie drzwi- w razie potrzeby
w wyżłobioną dziurę wsuwano kije i zasuwano głaz

Podziemny kościół- zrobienie fotografii bez mnóstwa ludzi w kadrze było niestety niemożliwe

Opuszczony i zniszczony kościół prawosławny

Jedna z restauracji, gdzie na bieżąco przygotowywane są naleśniki





















Takich podziemnych miast różnej wielkości jest w Kapadocji kilkadziesiąt (z tego kilkanaście otwartych dla zwiedzających), jednak my postanowiliśmy poprzestać na dwóch najbardziej znanych i najlepiej zachowanych, bo na dłuższą metę wyglądają one dosyć podobnie i nie ma sensu odwiedzać wszystkich, no chyba ze ktoś ma bardzo dużo czasu i uwielbia tego typu atrakcje. Dla równowagi postanowiliśmy jednak obejrzeć także kamienne miasta w wersji naziemnej i w tym celu udaliśmy się do Zelve, gdzie jeszcze do lat 50-tych XX w. mieściło się tętniące życiem miasto, a obecnie znajduje się muzeum-skansen. Naprawdę trudno w to uwierzyć, ale tufowe komory przez dziesiątki lat służyły za domy, kościoły, warsztaty i inne pomieszczenia dla kilkudziesięciu rodzin i dopiero w 1952 roku w związku z niebezpieczeństwem zawalenia się skał osadę w całości wysiedlono. Z trzech wielkich dolin obecnie dwie są dostępne do zwiedzania.


Pozostałości po mieszkaniach w drugiej dolinie

Wejście do jednego ze skalnych kościołów

Trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno mieszkali tu ludzie!

Meczet przy wejściu do drugiej doliny

Panorama doliny




















A skoro już jesteśmy przy niebezpieczeństwie zawalenia się- tufy to naprawdę bardzo miękkie skały i nie trzeba wiele, aby naruszyć ich konstrukcję; erozja i nawet niewielkie wstrząsy tektoniczne robią niestety swoje. W miejscowości Çavusin mamy tego bardzo obrazowy przykład- w 1963 roku po oberwaniu się części kompleksu skalnego wiele osób pogrzebanych zostało pod gruzami swoich domów. Nie zmienia to jednak faktu, że do dziś wiele jaskiń jest zamieszkanych i wygląda to zupełnie jak nie z naszej rzeczywistości.



Wyraźnie widać, gdzie nastąpiło pęknięcie i osuwisko

Posterunek żandarmów w tufowej skale

Jeden z wielu współczesnych domów w skale





















PS- Jeśli zamierzacie podróżować po Kapadocji i zwiedzać wiele z jej głównych zabytków, to warto zaopatrzyć się w kartę umożliwiającą wejście do kilku głównych atrakcji, wychodzi wtedy znacznie taniej i nie trzeba wszędzie czekać w paskudnie długich kolejkach przy kasach!
PS.2- Interaktywną mapę różnych miejsc w Kapadocji wartych odwiedzenia znajdziecie na przykład TUTAJ


2 komentarze:

  1. Fantastyczne zdjęcia, ale jak tylko zobaczyłam tego wielkiego naleśnika, to już na niczym nie mogłam się skupić ;) Mniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaaak, naleśniczki były boskie! I tak ogromne, że ledwo dałam radę wciągnąć taką porcję :)

      Usuń