wtorek, 20 stycznia 2015

Centrum handlowe też może zaskoczyć

Tydzień temu pisałam, że biorąc pod uwagę opuszczone ulice miasta, zastanawiam się, gdzie się podziali wszyscy ludzie. Dzisiaj rozwiązałam tę zagadkę i wiem już, gdzie wszyscy się ukrywają. Centra handlowe i sklepy- o tak, tam tłoczy się jakieś 2/3 Ankary (bo pozostałe 1/3 w nich pracuje). Naprawdę, zjawisko jest fascynujące. Normalne ulice- opuszczone i wymarłe, przez 20 minut marszu można psa z kulawą nogą nie spotkać. Okolice, w których znajdują się duże ilości sklepów- tłum nieprzebrany.




Ha! Mam was!
Odkryłam, gdzie się podziewają wszyscy ludzie!

Widząc te dzikie hordy napierające na centra handlowe, postanowiłam i ja tam zajrzeć, bo może akurat coś rozdają za darmo, albo nawet dopłacają i dlatego wszyscy tak ciągną w tym kierunku? Już na samym wejściu przeżyłam spore zaskoczenie, ponieważ odbywa się tam... kontrola bezpieczeństwa. Poważnie, prawie taka jak na lotnisku, z bramką, przez którą trzeba przejść i taśmą, na którą wykłada się bagaż. Zrozumiałam, że chodzi o zapobieganie wszelkiego rodzaju zamachom terrorystycznym, jednak w takim razie koncepcja wydała mi się trochę dziurawa, ponieważ co prawda bagaż jedzie przez skaner, ale człowiek pod okryciem wierzchnim może wnieść cokolwiek- bramka piszczy praktycznie przy każdym przechodzącym, a obsługa się tym zupełnie nie przejmuje.

Niespodzianka!- kontrola bezpieczeństwa przy wejściu do centrum handlowego 

No ale wracając do samych centrów handlowych- tak naprawdę zupełnie nie różnią się od tego, co my znamy z Polski. Te same firmy, te same marki, w asortymencie głównie odzież, buty, zabawki, do tego piętro z kinem i innymi rozrywkami, dwa piętra z jedzeniem- naprawdę gdyby nie język to można by pomyśleć, że człowiek jest w domu. I wszędzie tłok okrutny, do przebieralni i kas kolejki co najmniej kilkunastoosobowe, doczekanie się na windę prawie niemożliwe, a na schodach ruchomych jedzie się metodą "na sardynkę". Najbardziej zafascynowali mnie doświadczeni w bojach klienci, którzy na zakupy przychodzą z turystycznymi walizkami na kółkach i dzięki temu unikają noszenia toreb- to jest dopiero patent!

Niby Turcja, a nazwa jakby znajoma

Zakupy poziom expert

Centrum handlowe, w którym byłam dzisiaj, znajduje się praktycznie w głównym punkcie Ankary i ma 8 pięter, natomiast tubylcy mówią o nim pieszczotliwie, że to taka miniaturka (czyli zapewne o połowę mniejsze centrum, w którym byłam tydzień temu, ma status co najwyżej osiedlowego warzywniaka). Podobno trochę dalej stoją molochy, w których spędza się cały dzień (standardowe godziny otwarcia to 10:00-22:00) i to pod warunkiem, że człowiek wcześniej wyselekcjonuje, co go interesuje. Mało tego, według moich znajomych w tych molochach panuje taki sam tłok, jak w mniejszych sklepach, bo weekendowe "zwiedzanie" centrów handlowych jest wręcz kultowym tureckim zajęciem. Po tym, co widziałam dzisiaj, jestem w stanie w to uwierzyć.

Mój osiedlowy warzywniak
I jeszcze jedna miniaturka ;-)

1 komentarz:

  1. Hihi, co prawda to nie to samo, co supermarkety w Gruzji ;) ale myślę, że na brak asortymentu nie będziesz musiała narzekać ;)

    OdpowiedzUsuń