poniedziałek, 13 czerwca 2016

Nad czterema morzami


Ech, za oknem zrobiło się ciepło i nastraja mnie to niesamowicie wakacyjnie. Popływałby sobie człowiek, poskakał przez fale, poleżał na plaży, zatankował słonecznej energii.... Dziś będzie zatem post w klimatach lekkich i nadmorskich.

Turcja to niesamowity kraj, ogromny i bardzo różnorodny. I jako jeden z nielicznych (przynajmniej w tej części świata) pochwalić się może tym, że położony jest nad czterema morzami. Morze Czarne, Morze Marmara, Morze Egejskie i Morze Śródziemne otaczają Turcję z trzech stron i sprawiają, że jeszcze do ubiegłego roku był to jeden z najbardziej obleganych wakacyjnych kierunków, bo wypluskać się tutaj można naprawdę do woli. W tym roku sytuacja się mocno zmieniła, bo z jednej strony wskutek konfliktu politycznego nie pojawili się goście z Rosji, a z drugiej strony narodziło się wiele (moim zdaniem naprawdę mocno przesadzonych) obaw o bezpieczeństwo, więc tureckie plaże chwilowo świecą pustkami... a szkoda, bo każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie.... zresztą zobaczcie sami.


Jak widać, znaczna część Turcji leży nad Wielką Wodą- źródło: internet



Patrząc od północy, jako pierwsze pojawia się Morze Czarne (tur. Karadeniz), którego nazwa pochodzi podobno od wody zabarwionej przez siarczki na ciemny kolor. Jego tureckie wybrzeże ciągnie się przez około 1500 kilometrów między Gruzją a Bułgarią, a dwie największe miejscowości to Trabzon i Samsun (w obu znajdują się porty morskie i lotniska). Sami Turcy o tym morzu mówią z dużym lekceważeniem, narzekając na mało atrakcji, kamieniste plaże, brak możliwości nurkowania i niskie fale. Cóż, wszystko jest względne- faktycznie w porównaniu z innymi tureckimi wybrzeżami Morze Czarne jest najmniej przejrzyste i mało "dynamiczne", a co za tym idzie jest tam też najuboższa infrastruktura wakacyjna, ale z drugiej strony jeśli się je porówna z naszym Bałtykiem, to oferuje naprawdę idealne warunki zarówno jeśli chodzi o temperatury na plaży, jak i w wodzie. Niestety nie miałam okazji wypoczywać nad Morzem Czarnym w Turcji, ale wiele zdjęć i informację o tym, "Czy Morze Czarne jest czarne ?" znajdziecie na moim blogu gruzińskim TUTAJ.


W Morzu Czarnym żyją m. in. delfiny


Tureckie morze numer dwa jest najmniejsze, ale bardzo ciekawe, bo wygląda jak na siłę wciśnięte między dwa inne wielkie zbiorniki. Mówię tutaj o Morzu Marmara (tur. Marmara Denizi), które poprzez cieśninę Bosfor łączy Morze Czarne z Morzem Egejskim. Nazwa "Marmara" pochodzi od greckiego słowa oznaczającego marmur- na tutejszych wyspach  znajdowało się wiele miejsc, z których można pozyskiwać tę skałę. Morze Marmara ma około 280 km długości, a najważniejszym miastem położonym na jego brzegu jest oczywiście europejsko-azjatycki Stambuł. Bardzo popularnym celem wypoczynku są również Wyspy Książęce, na które ze Stambułu kursują regularne połączenia promowe.



Stambuł- cieśnina Bosfor (po lewej) i Morze Marmara
  
Jedna z malowniczych wysp tuż na wyciągnięcie ręki ze Stambułu


Przesuwając się na południe wzdłuż tureckich brzegów natrafiamy na kolejne morze- Morze Egejskie (tur. Ege Denizi), które łączy się z Morzem Marmara Cieśniną Dardanele. Jego nazwa wywodzona jest najczęściej od imienia Egeusza, mitycznego króla Aten (ponieważ oczywiście to samo morze od drugiej strony opływa brzegi Grecji). Na tym zbiorniku wodnym znajduje się dużo malowniczych wysepek (może ich być nawet 3000), z których większość należy do Grecji, a Turcja posiada zaledwie kilka maleńkich i dwie duże. Obecnie morze to jest najbardziej znane z relacji w mediach związanych z migrantami- no cóż, trudno się dziwić, że wybierają oni tę drogę, skoro niektóre greckie wysepki oddalone są od wybrzeży Turcji zaledwie o 2-3 kilometry. Ale wracając do atrakcji turystycznych- nad Morzem Egejskim w czasach starożytnych koncentrowała się duża część cywilizacji, więc do dziś można tu podziwiać pozostałości po wspaniałych antycznych miastach (na przykład TAKIE). Główne kurorty nad Morzem Egejskim to okolice Izmiru, Çeşme, Bodrum, Marmaris i Kuşadası, a także wszystkie mniejsze miejscowości leżące pomiędzy nimi. Morze jest tu przepiękne, ciepłe, bez silnych prądów, z łagodnym dnem, a plaże szerokie i piaszczyste.



Kuşadası
 



Z portu w Kuşadası wypływają wielkie statki wycieczkowe 


Plaża marzeń w Pamucak 
 
 
No i docieramy wreszcie do czwartego tureckiego morza, czyli Morza Śródziemnego (tur. Akdeniz- dosłownie Morze Białe). Zaczyna się ono na wysokości greckiej wyspy Rodos i ciągnie aż do granicy turecko-syryjskiej, opływając m. in. sporną wyspę Cypr. Właśnie na tej części wybrzeża (w szeroko rozumianych okolicach miasta Antalya) znajdują się najbardziej znane tureckie kurorty i z tego powodu nazywane jest ono turecką Riwierą. Tutejsze plaże są piaszczyste, a morze ma intensywny kolor, silne fale i ostrzej schodzące dno niż Egejskie. Charakterystyczne jest także jego wysokie zasolenie- po wyschnięciu wody na skórze zostaje szczypiąca biała skorupka. Praktycznie wszystkie miejscowości położone w tej okolicy oferują całą paletę hoteli o  dowolnym standardzie i z różnymi atrakcjami, a ulice miasteczek do złudzenia przypominają nasze Międzyzdroje- dużo knajpek i budek z wszelkimi możliwymi gadżetami, a po chodnikach przechadzają się półnadzy wczasowicze spaleni słońcem.



Ach, jak pięknie
 



















Słynna Plaża Kleopatry w Alanyi


Fale w sam raz do skakania, kolor w sam raz do fotografowania


 






















Natomiast południowa część tureckiego wybrzeża Morza Śródziemnego (mniej więcej od wysokości miasta Adana) objęta jest ostrzeżeniem polskiego MSZ w stopniu "nie podróżuj" i rzeczywiście mając na uwagę bliskość granicy syryjskiej w tamten region na razie nie jest rozsądnie się zapuszczać. (Dla dociekliwych- aktualny stan ostrzeżeń MSZ sprawdzić można TUTAJ.)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz