poniedziałek, 21 września 2015

Uchodźcy czy migranci? Perspektywa turecka

Od kilku tygodni europejskie media żyją jednym głównym tematem- fala obcokrajowców przybywających od strony Morza Śródziemnego. Nie chcę w żaden sposób zajmować się polityką ani debatować nad sposobami rozwiązania tego kryzysu, ale myślę, że warto pokazać, jak sprawa wygląda z perspektywy tureckiej.



Zacznijmy od uporządkowania dwóch pojęć, które często są ze sobą mylone- "migrant" i "uchodźca". W największym uproszczeniu "migrant" to każda osoba opuszczająca swój kraj z dowolnych pobudek (ekonomiczne, rodzinne, zawodowe itd.), która jednak do tego kraju może wrócić w każdej chwili, bo nie grozi jej tam żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo. Natomiast "uchodźca" to osoba zmuszona do opuszczenia swojego kraju ze względu na zagrożenie życia lub wolności z uwagi na toczący się konflikt zbrojny, prześladowania polityczne itp. Zatem jak widać nie wszyscy cudzoziemcy masowo napływający do Europy to uchodźcy- tak naprawdę większość z nich uchodźcami nie jest, bo opuszczają swoje kraje przede wszystkim z powodów ekonomicznych. Niestety, w przypadku Turcji sytuacja wygląda zupełnie inaczej- napływające tutaj fale obcokrajowców to głównie uchodźcy z krajów ogarniętych wojną, w tym przede wszystkim z Syrii, ale także z Iraku. Szacuje się, że od początku konfliktu Syrię opuściło około 4,2 miliona ludzi, z czego około 2,2 miliona trafiło do Turcji (oprócz tego 1,1 miliona do Libanu i około 600 tysięcy do Jordanii).  Ta liczba rośnie z tygodnia na tydzień i oczywiście nie ma siły, aby nie odbiła się w życiu codziennym Turcji. Według szacunków od początku konfliktu syryjskiego Turcja wydała na pomoc uchodźcom około 6 miliardów dolarów i tylko około 5% tych środków pochodziło ze źródeł zewnętrznych (organizacje międzynarodowe, fundacje, pomoc bezpośrednia innych krajów). Dla porównania skali problemu- w tym roku cała Europa przyjęła około 400 tysięcy migrantów, wiec jasno widać jak ogromny ciężar spoczywa na tureckich barkach. 


Jeden z tureckich obozów dla uchodźców (źródło: internet)

Obóz dla uchodźców w wersji kontenerowej (źródło: internet)















Dokąd trafiają syryjscy uchodźcy? Około 30% z nich pozostaje w 22 obozach dla uchodźców zlokalizowanych głównie w pobliżu granicy turecko-syryjskiej. Pozostali próbują szukać szczęścia na dwa sposoby: osiedlić się gdzieś w Turcji na własną rękę i wystąpić o wsparcie do rządowej agencji ds. uchodźców lub szukać drogi do Europy. Ci, którzy zostają w Turcji i dopełnią formalności, mają możliwość otrzymania voucherów na jedzenie, opieki medycznej i dostępu do szkół dla dzieci, częściowo znajdują też zatrudnienie (niestety bardzo często "na czarno") przy pracach na polach i na budowach lub w gastronomii. Inni po prostu koczują w dużych miastach i utrzymują się z żebrania. Tutaj w Ankarze takich żebrzących rodzin widać raczej niewiele, natomiast w Stambule czy niektórych miejscowościach nadmorskich problem jest znacznie poważniejszy, bo liczba migrantów liczona jest tam w setki. Dochodzi więc do sytuacji jak żywo przypominających to, co dzieje się w Europie- na przykład TEN artykuł opisuje problemy jednego z meczetów, na podwórzu którego zamieszkała spora grupa Syryjczyków, korzystając z nieograniczonego dostępu do wody i toalet oraz możliwości przespania się pod dachem. Z opcji tej zaczęło korzystać coraz więcej uchodźców, aż w końcu miejscowi mieszkańcy przestali móc korzystać z modlitwy w meczecie, bo dostęp do niego został dosłownie zablokowany. Skończyło się na usunięciu migrantów przez policję, ale to nie znaczy, że problem został w jakikolwiek sposób rozwiązany, po prostu zabrano go z widoku publicznego i tak naprawdę jest to tylko rozwiązanie chwilowe. 


Przedmieścia Izmiru (źródło: internet)


I tutaj dochodzimy do kolejnej kwestii- wielu migrantów (nie tylko syryjskich uchodźców, ale także np. Afgańczyków, Irakijczyków i Pakistańczyków, których drogi na zachód wiodą przez Turcję) wcale nie zamierza zostać w Turcji i usiłuje wszelkimi sposobami dostać się do Europy. Do niedawna główną metodą była próba przedostania się przez morze- jeśli spojrzycie na mapę, to zobaczycie, że w niektórych miejscach greckie wyspy są oddalone od wybrzeży Turcji zaledwie o kilka kilometrów, więc teoretycznie wymarzony europejski raj jest na wyciągnięcie ręki. W praktyce próby przepłynięcia przez morze niewielkimi łodziami coraz częściej kończą się tragicznie (nie tak dawno świat obiegły zdjęcia jednej z ofiar takiej właśnie próby), a przyczyna tego jest prosta- łodzie są przepełnione, migranci nie mają żadnego doświadczenia na morzu, a zakładane przez nich najtańsze kamizelki ratunkowe nie mają żadnej wartości. Na przykład ostatniej nocy ponton wypełniony migrantami zderzył się z promem kursującym na greckie wyspy- ofiarami śmiertelnymi stało się co najmniej 13 migrantów (szczegóły TUTAJ). Według statystyk tureckiej Straży Przybrzeżnej od początku 2015 roku do połowy września na morzu uratowanych i zawróconych do Turcji zostało prawie 54 tysiące migrantów- ponad 65% z nich to Syryjczycy- a co najmniej 117 utonęło (przy czym są to tylko liczby ze zdarzeń, o których wiadomo, tzw. ciemna liczba może być znacznie większa). Dla porównania, tak wg Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji (IOM) wygląda sytuacja na całym Morzu Śródziemnym (brązowe liczby to migranci, którzy bezpiecznie dotarli do danego kraju, a błękitne liczby to ilość zgonów):

(źródło: IOM)

Ponieważ przeprawa przez morze dla wielu jest zbyt droga lub zbyt niebezpieczna, od kilkunastu dni rośnie też strumień migrantów próbujących przedostać się do Europy drogą lądową (przez Bułgarię lub Grecję). Szczególna kumulacja problemu nastąpiła w okolicach miasta Edirne na północy Turcji (szczegóły do poczytania po polsku TUTAJ, zdjęcia i film TUTAJ). Co charakterystyczne, migranci nie próbują zgłaszać się z żądaniem azylu w przejściu granicznym (gdzie zostaliby automatycznie zarejestrowani), lecz próbują tego samego sposobu, który znany jest już z innych krajów- nielegalne przejście przez "zieloną granicę" i dalsza podróż w kierunku Niemiec. Najnowsza taktyka władz tureckich polega na zakazie sprzedawania biletów autobusowych migrantom (w Turcji bilety są imienne) w nadziei, że utrudni im to przemieszczanie się w regiony bliskie granicy, co z kolei powoduje potężne zamieszki w okolicach dworców autobusowych. Poniżej tylko jedno zdjęcie z dworca autobusowego w Stambule, więcej fotek i film do obejrzenia TUTAJ.


Strumień migrantów w okolicy Otogar w Stambule (źródło)

Syryjczycy zmierzający w kierunku granicy turecko-greckiej (źródło)




Niestety, nie potrafię wymyślić jakiegoś zgrabnego podsumowania tego wpisu. Jedno jest pewne- sytuacja się szybko nie zmieni, bo konflikt w Syrii przybiera na sile i coraz więcej uchodźców napływa do Turcji. W dodatku tutaj jeszcze przez kilkanaście tygodni będzie stosunkowo ciepło, ale potem przyjdzie zima i ci wszyscy koczujący dziś na trawnikach będą musieli gdzieś się podziać. Czy zaufają władzom tureckim, czy będą tym bardziej desperacko przedzierać się do Europy? 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz