poniedziałek, 2 lutego 2015

Kawa czy herbata?

Kawa czy herbata? Co pije się w Turcji? No oczywiście, że kawę- zapewne takie będzie pierwsze skojarzenie. W końcu słynna "kawa po turecku" nie na darmo latami królowała na naszych stołach, zanim duża część z nas przestawiła się na wymyślne cappuccino, macchiato czy espresso. I rzeczywiście, kawa (kahve) jest tu całkiem popularnym napojem, choć nie ma ona zbyt wiele wspólnego z czymś na kształt brązowego błota serwowanym często u nas. W Turcji kawę zaparza się starannie, w specjalnych tygielkach, gotując przez dłuższy czas zmielone ziarna w małej ilości wody. Co ważne- gotując, ale nie pozwalając im wrzeć- aż nabiorą głębokiego aromatu. Siłą rzeczy taki napój nabiera też mocy, więc pije się go powoli, z mikroskopijnych filiżanek, najczęściej z cukrem. Natomiast- uwaga!- próba dodania mleka uważana jest niemal za zbrodnię.



Od prawej: tygielek do przygotowywania kawy i kawowa filiżanka
(po lewej dla porównania filiżanka o normalnym rozmiarze)

Typowa turecka kawa: mocna, ciemna, zawiesista

Jednak to nie kawa króluje na tureckich stołach. Tutaj pije się przede wszystkim herbatę (çay,  wym. czaj) i to w naprawdę dużych ilościach. Podawana jest ona w charakterystycznych szklaneczkach i ma z reguły bardzo intensywny smak, gdyż składa się z silnej herbacianej esencji tylko trochę rozcieńczonej wodą. Pije się ją obowiązkowo z cukrem bo bez tego gorycz aż szczypie w usta. Według moich obserwacji çay pasuje do absolutnie wszystkiego i o każdej porze doby.


Poranny biurowy çay....

... i jeszcze więcej çay-u (tutaj już częściowo po konsumpcji,
co poznać można po braku cukru na spodeczkach)

W całej tej herbaciano-kawowej historii najciekawsza jest jednak funkcja "pań czajowych" (nazywanych tak przeze mnie na prywatny użytek). Otóż w każdej instytucji czy większym biurze pracuje pani, której głównym i prawie jedynym zadaniem jest nieustające parzenie i roznoszenie herbaty (kawa tylko na wyraźne zamówienie). Panie czajowe biegają zatem non stop z wielkimi tacami zastawionymi masą parujących szklaneczek (lub alternatywnie masą pustych szklanek, bo ich funkcja działa w dwie strony) i wciskają napój każdemu, kto akurat pojawia się w zasięgu ich widoku. Oczywiście rzeczony çay jest na koszt instytucji. Z jednej strony jest to bardzo pożyteczne, bo nie trzeba samemu odrywać się od innych zajęć, ale z drugiej strony co za dużo to naprawdę niezdrowo - według moich obserwacji pani czajowa pojawia się z regularnością co jakieś pół godziny (no chyba, że ktoś zamówi częściej)- dotyczy to nie tylko osób akurat pracujących za biurkiem, ale i oficjalnych spotkań- wielka taca wparowuje do sali regularnie jak w zegarku i przez następne 5 minut rozlega się tylko brzęczenie wymienianych szklanek. Nie wiem jak inni, ale ja nie jestem w stanie pochłonąć tyle herbaty! Poza tym trzeba pamiętać o jeszcze jednym- każda szklaneczka to minimum jedna kostka cukru, tak więc kłopoty ze zdrowiem po jakimś czasie gwarantowane! 

2 komentarze:

  1. Pani herbaciarka, jak w piosence Starszych Panów :-)
    Czy zdarzają się herbatniki do tej herbaty?

    A zgłębiłaś już tajemnicę kształtu szklaneczki?

    Mój żołądek chyba ogłosiłby tam veto - kawę mogę rzadko i tylko z mlekiem, a herbatę czarną piję tylko raz dziennie i koniecznie z cytryną.
    Poza tym staram się pić soki (najlepiej własnej roboty) z wodą, zieloną herbatę, herbatki owocowe lub zioła.
    Czy Turcy uznają nieczarną herbatę? A owocowe?

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Herbata zielona lub owocowa jest do zakupienia, ale nikt nie parzy jej z takim ceremoniałem jak tej podstawowej czarnej. Herbatniki tez nie są standardowym dodatkiem niestety. Za to- na szczęście- pije się też dużo wody.

      Usuń