O tureckim zamiłowaniu do markowych rzeczy mogłabym pisać bez końca. Nie wiem z czego to wynika, ale nigdy wcześniej nie spotkałam kraju, gdzie tak mocno zwracano by uwagę na metki i logo widniejące na ubraniach czy przedmiotach. Fenomen ten dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Zdecydowana większość moich tureckich współpracowników nie wyobrażała sobie pokazania się publicznie w butach nie opatrzonych rozpoznawalnym z daleka logo którejś znanej marki. To samo dotyczyło koszulek, koszul, zegarków, okularów, sukienek, kurtek, torebek i innych części garderoby- logo określa status w nieformalnej hierarchii społecznej i nie ma od tego ucieczki. Jeśli połączy się to z narodową tradycją spędzania weekendów w centrach handlowych (pisałam o niej TUTAJ) oraz prowadzonymi na szeroką skalę łowami w butikach i sklepach, to widać, że wcale nie tak daleko Turcja odeszła mentalnie od czasów przepychu na dworach sułtańskich. Inne przedmioty, ale zasada ta sama- pokaż się, daj po oczach bogactwem.
Co jednak zrobić, kiedy nie ma się odpowiednich funduszy? Są trzy opcje. Pierwsza (szeroko stosowana)- mimo wszystko inwestować w siebie i kupować, najwyżej pieniędzy nie wystarczy na coś innego. Druga (popularna, choć nieco krępująca)- czekać na wyprzedaże, pilnie wypatrując magicznego słowa "indirim" (zniżka). I wreszcie jest opcja trzecia, będąca stałym elementem tureckiej ulicy- zaopatrywać się w ... hm.... zamienniki (bo przecież nie podróbki, takie słowo w Turcji nie funkcjonuje). Oczywiście co wprawniejsze oko od razu wyłapie taki zamiennik i odróżni go od oryginału, ale nie o to w tym wszystkim chodzi- ważne, że można podelektować się przyjemnością pokazania się z odpowiednią naszywką.
Produkcja i sprzedaż "duplikatów" jest w Turcji legalna, ma się świetnie i nie przeszkadzają w tym żadne prawa autorskie. Nie ma tu więc procederu znanego choćby z Chin, polegającego na delikatnej zmianie nazwy bądź stylistyki znanych marek. Żaden tam Adibas, Pumba, Niki czy odwrócenie krokodylowi pyska albo wygięcie znanych liter w odwrotną stronę. Tutaj kopiowane jest jeden do jednego. Co ciekawe, bardzo często produkty te są całkiem dobrej jakości, a staranność ich wykonania wyprzedza o lata świetlne podróbki z dalekiej Azji. No i te ceny- wręcz zabawnie niskie. A zakupów dokonuje się nie tylko na tanich i podejrzanych z definicji bazarach, ale i w centrach miast, w sklepach bezczelnie wciśniętych tuż obok sprzedawców rzeczy naprawdę markowych i oryginalnych. Fascynujące zjawisko.
![]() |
Zwykły uliczny stragan- które logo chcecie mieć na skarpetach? |
![]() |
Wolicie krokodyle.... |
... czy raczej "adidasy" lub "luisyvutony" ? |
I kolejny dylemat.... |
... a w sąsiednim koszu "najki" w bardzo atrakcyjnej cenie |
Bo gusta bywają różne... |
Sweterek identyczny, logo do wyboru :) |
PS.- Trzeba tylko pamiętać o jednym- choć w Turcji jest to rzecz normalna, te same podróbki wwożone do UE to już przestępstwo, a zatem narażamy się na konfiskatę, grzywnę, a w drastycznych przypadkach nawet pozbawienie wolności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz